W związku z nieoczekiwanym przebiegiem zdarzeń w Descent'cie (o czym poniżej) fotki dotyczą jedynie rozgrywanej równolegle partii Blood Rage :)
O ile pierwsze spotkanie można określić jako krótkie i dynamiczne, to drugie należy uznać za ... No właśnie.
Bohaterowie rozpoczęli pierwszą (i jak się wkrótce okaże ostatnią) turę od akcji darmowego podniesienia (po wydarzeniach opisanych tu). Zdołali pokonać większego z żywiołaków oraz ranić drugiego. Na koniec ustawili się w chytrej konfiguracji mającej zapobiec wejściu pomiędzy nich drugiego żywiołaka, który to stwór (jak wiadomo) potrafi atakować wszystkie sąsiadujące cele równocześnie.
Czytaj więcej...Bohaterowie "Wędrówek w mroku" po raz kolejny wyruszyli po Fredericka. Szczęśliwie zaraz natknęli się na smoka zajętego przy moście uniemożliwieniem przeprawy, Mruczusia pilnującego spokoju jego pracy oraz kilka żywiołaków i meriodów w pobliżu.
Właściwie nie ma się o czym rozpisywać. W pierwszej turze oprychy napadły na wychodzące ze strumienia meriody. Na pomoc ruszyły żywiołaki. To było za mało na bezwzględnych "bohaterów", ale odgłosy walki ściągnęły uwagę Mruczusia...
Czytaj więcej...Descent panował niepodzielnie. Wszyscy obecni wędrowali w mroku z krótkimi przerwami na opowieści o Jungle Hunt i emulatorach.
Teraz już naprawdę przesadzili. Gdybym ja, Morczny Władca, nie zadbał zawczasu o umieszczenie wśród tzw. "bohaterów" swojej wtyczki, Run Cienia prawdopodobnie trafiłby w ich łapska. Otóż w środowy (a jakże by inaczej) wieczór, pokonawszy nieliczne straże, czworo opryszków: dwa krasnoludy (choć o różnych temperamentach), Wdowa i czarodziejka wkroczyło do westybulu Skarbca Cienia.
Czytaj więcej...z żalem muszę stwierdzić, iż na przyjęciu u lorda Theodira nie obyło się bez kolejnych incydentów z udziałem tzw. "bohaterów". Dysponuję relacją z pierwszej ręki, jako że moja stara przyjaciółka - Lady Eliza Farrow (niezwykle urocza wampirzyca) znalazła się dokładnie w centrum zdarzeń.
Lady Eliza od dawna cieszyła się z zaproszenia na bal maskowy. Nie przepuściłaby takiej imprezy. Z radością przekroczyła próg sali balowej a wraz z nią grupa mistrzów przemian z których wszyscy natychmiast przyłączyli się do maskarady. To zadziwiające jak szybko znikają różnice międzygatunkowe, gdy zakryć twarze, nosy i uszy.
Czytaj więcej...swego czasu mój dobry przyjaciel Lord Merrick Farrow wysłał odpowiedź na zapytanie w sprawie realizacji projektu: "Przeniesienie parafialnego cmentarza oraz uporządkowanie terenu z przyległościami". Oferta Merricka wygrała przetarg, więc Lord niezwłocznie przystąpił do realizacji dzieła. Do najcięższej pracy w ruinach przy usuwaniu kamieni delegował barghesty zaś mistrzom przemian zlecił zebranie śmieci przed bramą cmentarną. Sam natomiast, odgrodziwszy się na wszelki wypadek płonącym murem, zabrał się do ekshumacji - na swój sposób oczywiście. W jego przypadku oznaczało to powołanie zombiaków, którzy (wygrzebawszy się z mogił) sami przeniosą się w odpowiednie miejsce. Zleceniodawca, kardynał Koth, nie miał nic przeciwko zwłaszcza, że ta nowatorska metoda znacznie zmniejszyła koszt przenosin nekropolii.
O wszystkim zwiedziała się jednak grupa (zapewne podpitej) miejscowej młodzieży znana czytelnikom Gazety z poprzedniej relacji. Wznosząc obraźliwe okrzyki (w rodzaju "giń plugawa bestio") wpierw rzucili się w stronę harujących w pocie czoła barghest. Moje kochane zwierzaki nie mogły im długo dotrzymać pola, lecz zrobiły co do nich należało dając cenny czas Merrickowi. Mistrzowie przemian próbowali wytłumaczyć "czyniącym dobro" łobuzom, że to nieładnie tak śmiecić, podpalać ogony barghestom i czynić tyle hałasu. Niestety bez większego efektu.
Czytaj więcej...© 2013-14 Limonka Paweł Teterycz. Wszystkie prawa zastrzeżone. Web: studiolimonka.pl